

30.01.08
Ogromnie dziękuję! Znalazłem się w pierwszej 10-tce i jestem w ostatnim III etapie. Zasługuję? :)
Hm... nie śmiem namawiać na jeszcze jeden wysiłek... ale jeśli... to:
pozdrawiam
Wyślij sms o treści C00080 na numer 71222
Etap wysyłania sms-ów wyłaniających grupę blogów do dalszej oceny trwa do 29.01.08.
Więcej szczegółów na stronie www.blogroku.pl/kategoria_glosuj.html
Ok, mówi obywatel i decyduje.
Hiszpania sprowadzała z sąsiedniej Francji sól, zboże, papier i meble. Z Anglii płótno. Z krajów nadbałtyckich drewno do budowy statków.”„Którędy uciekają cenne me
Na koniec z naszego podwórka, nasz bank centralny od 1997 r. zwiększył ilość złotówek z 140 mld do... 500 mld. (Dane ze strony NBP)
Powodowany ideą powszechnej szczęśliwości, urzędnik, premier RP postanawia zostać "deweloperem" i zbudować 3 mln mieszkań. Zastanawia mnie kto zrobił więcej dla powszechnego budownictwa, wszyscy razem wzięci, urzędnicy czy jeden prywatny przedsiębiorca? Żelazne gwoździe używane były już w czasach Cesarstwa Rzymskiego, ich mozolne ręczne kucie zajmowało mniej więcej tyle czasu, ile wybudowanie domu. Ich wartość była taka, że specjalnie palono stare domy aby przesiać je potem z popiołów. Wszystko zmieniło się w 1795 r. w Newburyport.
Powodowany chęcią zysku, Jakub Perkins skonstruował maszynę wytwarzającą 60 tys. gwoździ tygodniowo. Możecie domyślać się jak spadła cena m2.
1) Fundusz Promocji Mleka;
2) Fundusz Promocji Mięsa Wieprzowego, Wołowego i Owczego;
3) Fundusz Promocji Przetworów Zbożowych;
4) Fundusz Promocji Owoców i Warzyw;
5) Fundusz Promocji Mięsa Drobiowego;
6) Fundusz Promocji Ryb.
Jednak widzę światełko w tunelu, którego być może przytłoczony rocznym pobytem w środku chińskiego dramatu autor, nie widzi. Chodzi o dwie sprawy, jedna to prawo druga to... Laotse.
"Bez przedsiębiorców nie istniałyby przedsiębiorstwa, a założyciel Man Sum (fabryka opisywana przez Sormana-przyp mój) jest taoistą, tak jak nieomal wszyscy szefowie firm w tych Chinach, które są otwarte na świat. Gao oddaje cześć Bogu Pomyślności, a nie posępnej postaci mistrza Konga (Konfucjusza - urzędniczego mentora). *
To jest właśnie kapitał Chin, ten Gilderowski moralny kapitalizm wyrastający z głęboko zakorzenionej w chińczykach i jednak nie wykorzenionej moralności Laotse. To Ci ludzie "dźwigną" na swych barkach chińskie przemiany, przechowają rozsądek umiar i szacunek dla człowieka. Wierzę w Chiny, jeszcze bardziej, choć wiem jak wielka praca przed nimi kiedy sie wyzwolą... ja Polak to wiem...
granica to zawór bezpieczeństwa dla cywilizacji, miejsce gdzie ludzie jadą żeby nie oszaleć. Kiedykolwiek byli ludzie, którzy nie mogli się dopasować, świry, malkontenci, ekstremiści, pakowali się i szukali granicy. Tak powstała Ameryka. Wszystkie czuby i świry w Europie spakowały się i pojechały na granicę, która stała się 13 koloniami. A tam też kilkoro nie mogło spasować i pojechali dalej na zachód, dlatego wszystkie świry skończyły w Kalifornii (haha!). Turned zmarł w 1942 (autor teorii o granicy, przyp. mój) więc nie żył wystarczająco długo by zobaczyć co się stanie ze światem kiedy skończą nam się granice.
Poszukując więc oleju nierafinowanego w sieci, owe google naprowadziły mnie na pomysł kupienia małej praski i... tak wpadłem na temat biopaliw, o których nie wiele wiem, jednak niepostrzeżenie wkręciłem się w małe odkrycie. Produkcja takiego biopaliwa jest prosta, a inwestycja żadna (naście tysięcy), właściwie każdy mógłby wejść w taki biznes. Wyobrażacie sobie to?! Jaki rynek, niskie ceny... tworząc małą spółkę można by zapomnieć o stacjach benzynowych (dieslowych - byłoby poprawniej). Wciąż nie ma tych biopaliw bo nikt nie chce zostawić sprawy rynkowi. Rządy niby chcą ale... projekty przewidują, że producenci biopaliw będą musieli znaleźć się w odpowiednim rejestrze a szereg zapisów dotyczących nadzoru ma... no właśnie, ma co spowodować? Tajemnicę wyjaśnia najbardziej rozrywkowy premier RP Kazimierz Marcinkiewicz:
„Te zapisy, które znalazły się w ustawie zabezpieczają nas wszystkich przed zalewem biopaliw spoza wiedzy i władzy państwowej”. Qrcze, proste! bez ogródek i zapewne ze swym typowym przeeeuroczym uśmiechem to powiedział, nie jak jakiś tam cienias co o ręku... ryłku... a! o rynku i wolnych obywatelach ględzi zawiłości aż się... jelita skręcają.
To podstawowa siła kapitalizmu, zbudowanego na wolnym rynku. Sprawdź czy nie masz ciągotek do sprzymierzania się z politykami czy urzędnikami aby przymusić klienta do zakupów. Jak?
Ot choćby pomysł lobby aptekarskiego aby jedna apteka przypadała na 4000 mieszkańców bo politycy (sic?) wyliczyli, że " Przewidziane projektem kryterium wynika z analiz ekonomicznych, które wskazują, że przy obecnej strukturze i wartości rynku farmaceutycznego oraz obowiązujących marżach próg opłacalności dla apteki sytuuje się na poziomie 3800 - 4500 obsługiwanych mieszkańców." Choć równocześnie dodają, że "... w ostatnich latach doszło do bardzo nierównomiernego powstawania nowych aptek. O ile w wielu miastach liczba mieszkańców przypadających na jedna aptekę wynosi ok. 2000" . No i co? Funkcjonują? Można by zapytać jak się do tego mają owe analizy ekonomiczne oparte na obowiązujących marżach (sic!?) ale nie warto bo nijak się nie mają. Czy twórcy sklepów internetowych mają lobbować za czasowym wyłączaniem serwerów konkurencji lub jakimiś limitami dostępu bo przy "obowiązujących marżach"
To, czym naprawdę kierują się lobbyści i różne grupy społeczne, pięknie oddał Gilder i nie ukrywam, że dla zacytowania tej myśli napisałem wcześniejsze słowa.
Kapitalizm ma do zaoferowania frustrację i niepowodzenia
"Bogactwo i ubóstwo" Georg Gilder s.70 Zysk i s-ka 2001
Wokół prezydenta Busha nazbierało się już tyle emocji, że trudno znaleźć wyważone informacje na temat jego prezydentury. W "opinii społecznej" dominuje oczywiście kwestia "imperializmu", wśród uważniejszych obserwatorów toczy sie np. spór o słuszność odejścia od doktryny Wilsona.
Ja natomiast od jakiegoś czasu obserwuję jakiś dziwny zanik opinii na temat jego polityki gospodarczej. Śladowo pojawiają się newsy o kolejnych obniżkach podatków, a i tak nie wywołują dyskusji. Wiem, że Bush to nie leseferysta ale tnie dość ostro. Przedłużył też zapisy o zakazie opodatkowania usług dostępowych w USA, niby drobiazg, ale zawsze coś nasz Eurogród ma do przemyśliwania.
Grzebiąc w temacie natrafiłem na ciekawy artykuł Mateusza Machaja z 2003, którego tytuł już przygotowuje do połajanki (John Maynard Bush). Wczytałem sie, bo Mateusz to jeden z najbardziej biegłych w szkole austriackiej w tym kraju i nie tylko w tym kraju więc szanuję jego zdanie i chciałem wiedzieć za co ten tytuł.
Mateusz przestrzega przed pozornością i w gruncie rzeczy fałszem Bushowskich obniżek podatków, które zdradza nadmierne powiększanie deficytu budżetowego. Jest dobra okazja skonfrontować to z rzeczywistością. Może zbyt pochopnie się Busha ocenia. Czytałem ostatnio 2 książki o jego prezydenturze i zauważyłem, że rozdymanie wydatków, głównie związanych wojną, wywołał 11-ty września a nie etatystyczne zapędy prezydenta. Dziś znalazłem dane, które mogą zaskoczyć niejednego krytyka. Największy deficyt budżetowy był w USA w 2004 roku ( i wyglądało to groźnie, tak jak czujnie zwracał uwagę Mateusz w 2003). Wyniósł on wówczas 413 mld USD. Robi wrażenie, co? Jednak na koniec 2006 r. wyniósł 248,2 mld USD i był najmniejszy od czterech lat. Prognoza rządowa na koniec 2007 to 244 a może nawet 214. To "nawet" bierze się uwaga! z faktu, że przychody budżetu wzrosły po pięciu miesiącach roku budżetowego aż o 9,3 proc. i osiągnęły rekordową kwotę 954,4 mld USD. Jak można się domyślać... za sprawą obniżonych podatków. Może ten Bush nie jest taki bezmyślny i całkiem poważnie prognozuje zrównoważenie budżetu do 2012 roku? Tym bardziej, że stara się o ustalenie górnej granicy podatków. Przyznaje, że mało jest źródeł polskojęzycznych, może wy znacie takie, będę wdzięczny bo coś tu jest chyba do... zbadania.
Mój umysł w wolnych chwilach zajmuje się iście konfucjańskim (fuj!) działaniem, myśleniem jak wyrwać ludzi z fiskalno państwowej niedoli.
Przeczytałem w roku ok. 30 tu książek traktujących temat raczej głęboko, że wspomnę: Państwo – Bastiat; Tajniki Bankowości – Rothbard; Tajemnica Kapitału – De Soto; Droga do zniewolenia - Hayek; Moralna i nie moralna historia pieniądza – Sedillot; Ameryka bez ograniczeń – Daalder i Lindsay; Chrzescijanina odpowiedź na ubóstwo – Sadowsky; Balcerowicz 800 dni – Balcerowicz; Nonzero Logika ludzkiego przeznaczenia – Wright; Demokracja bóg, który zawiódł - Hoppe; Ekonomia dla Normalnych ludzi – Callahan; Netokracja – Bard i Soderqvist.
Długo by jeszcze wspominać... aha, polecam „Wykończyć Bogatych” Patricka O'Rourke. O mało mi przepona nie pękła ze śmiechu kilka razy, znakomita! Dlaczego tak chełpię się tymi lekturami? Aby poprawić sobie poczucie wartości? Nie, w tym celu chodzę do psychoterapeuty. Piszę aby ukazać pewną wagę, w przenośni i dosłownie. Na jej prawej szalce jest praca włożona w zrozumienie, powiązanie związków przyczynowo skutkowych, na lewej są przypadkowe skróty myślowe od jednego zdeformowanego strzępka przypadkowych informacji do innego echa prasowego tytułu. Wydawać by sie mogło, że prawa strona powinna łatwo przeważyć... nic bardziej mylnego!
Szukając dziś korzeni współczesnego socjalistycznego etatyzmu wklepałem w google frazę: „państwo Bismarcka” i... nie uwierzycie! Na pierwszym miejscu blog, ale za to jaki! Patrycja Kosiarkiewicz – piosenkarka... Niech pierwsze zdanie i kilka „wyciągów będą zachętą do zajrzenia:
A tutaj li
No cóż jakaś puenta by sie przydała, ale Patrycja i tak nie stanie się fanką Missesa, nie wejdzie też ze mną w polemikę. Przecież „lepiej sie już nie da tego zrobić”. Pozdrawiam wszystkich, których to „kosztem”, rozumiejących, że to na nic a zwłaszcza wiedzących, że najbardziej cierpią owi biedni i wymagający troski...
Spojrzałem na motto mojego bloga i zrozumiałem moje przygnębienie: hm... jeśli czasami trzeba tony wiedzy aby zmienić gram przekonać, to czego trzeba aby zmienić ich tonę !?
Staram się zrozumieć fundamenty „państwowego” myślenia i odnoszę wrażenie, że oparte są o przeświadczenie, że wolni ludzie zaraz będą wyczyniać jakieś straszne rzeczy, masakry itp (jakież, gorsze rzeczy mogą czynić od tych, które przez wieki wyczyniali ci co mieli w rękach wzmacniacz państwowy?) Szukam w myślach przykładów historycznych, chętnie bym poznał, te które znam uczą czegoś odwrotnego.
Być może w tym co napiszę poniżej będzie mnóstwo fałszywych korelacji a Schopenhauer przewróci się w grobie (erystyczny miecz tnie w obie strony). Jednak dla mnie jest jasne, że to przez „państwo”, czy to narodowe, czy religijne czy inne, pojedynczy ludzie mogli zabijać i uciskać miliony. Bez systemowego wzmacniacza mogliby by zabić... 500, 1000 osób? Ale to skrajny przykład. Rozważmy jakość ludzkiego życia w kontekście wolności obywatela.
Głód towarzyszył nam od początku istnienia. Jeszcze w XIX w. głodowali Irlandczycy, o Ukrainie pod rządami sowieckimi nie wspominam. Przez tysiące lat ludzie żyli w brudzie i... krótko. Krótko bo albo wykańczały ich głód, choroby albo władcy i hierarchowie państwa wyżynali w pień jako heretyków, odszczepieńców, niewolników, podludzi itp.
Znam jednak 2 okresy w historii człowieka kiedy było inaczej, kiedy to ludzie żyli bez narzuconych odgórnie biurokratycznych struktur. Pewnie przez jakiś głupi przypadek, oba te okresy to zdumiewające skoki w rozwoju człowieka. Pierwszy to prawie nieznane europejczykowi 8 wieków cywilizacji „saracenów”, drugi to zapoczątkowany przez Kolumba epizod amerykański. Wspominam o Kolumbie świadomie, bo nie wielu wie, że to dzięki mapom dostarczonym mu przez saracenów dotarł do Ameryki. Natomiast późniejszy epizod wolnej Ameryki można najkrócej oddać cytując Weavera:
Trzy pokolenia -od dziadka do wnuka-... przezwyciężyło ciemność nocy – od łuczywa... do żarówek elektrycznych, od wozów zaprzężonych w woły do samolotów.
Tylko 160 lat zmieniło świat w sposób niewyobrażalny! Amerykański epizod nie byłby oczywiście możliwy bez mozolnego zbierania się nowych myśli i wynalazków z całej historii człowieka (choć hamowanego przez system zniewolenia). Nie byłby możliwy bez Sokratesa czy Arystotelesa. Jednak gdyby na niesterowanych przez nikogo, saraceńskich uniwersytetach w Damaszku czy Bagdadzie nie przetłumaczono dzieł starożytnych na arabski, to być może Albert Wielki i jego uczeń Tomasz z Akwinu nie mieliby szansy ich przeczytać. Gdzie byłaby Europa dziś?
Myślę, że słowa europejczyka natchnionego amerykańską wolnością, mocno mogą dotyczyć wielu z nas:
Aby naród pokochał wolność, wystarczy aby ją poznał. - Lafayette
Sami sobie zadajcie pytanie: czy znacie wolność? Czy znacie skuteczne i szybkie prawo? Czy znacie sytuacje kiedy to człowiek jest podmiotem? Czy lękając się świata opartego na dobrowolnej wymianie i skutecznej ochronie siebie i swojej własności, opieracie się na jakiś złych doświadczeniach? Uciekliście z takich anarchistycznych enklaw aby szukać ratunku w naszym uporządkowanym edenie? Człowiek i jego własność jest podmiotem życia społeczeństwa! Nie, „byt państwa” czy pojęcia takie jak demokracja, trójpodział władzy a zwłaszcza erystyczna wojna podjazdowa! Czasami me
Trzymasz sie koncepcji, że zawsze ludzie będą sięgać po władzę. Ja tymczasem postuluję rozbiórkę tych elementów systemu, które dają łatwo taką możliwość. Jeśli chcesz bronić Państwa i umowy społecznej to chyba nie przede mną, bo ja wierzę głęboko w ludzi i że potrafią zawierać takie umowy.
...jasne, że sięgną po siłę. Z różnych powodów: obrona przed szpiegostwem, bądź terroryzmem gospodarczym, przedłużenie sprawowania władzy, czy cokolwiek innego. I będą potrafiły zrobić to tak, że będziesz przekonany, że tego chcesz,
yle="font-st
yle="font-st
P.S.
...co do komunizmu: jego permanentną cechą było założenie, że wszyscy są równi, że powinni się wszystkim dzielić i razem rozwijać ku świetlanej przyszłości. To była piękna idea!
yle="font-st
Zresztą zarządzanie biurokratyczne jest również nastawione na zysk. Nie znam kraju, który z własnej woli cofa się w rozwoju (z głupoty być może, ale nie z nastawienia).
Czy ja dobrze rozumiem?! Brak biurokracji to cofanie się w rozwoju?! Chyba na tym też uroda świata polega, że tak odległe od siebie poglądy możemy mieć... pod warunkiem, że nie będziesz mnie „zyskowną biurokracją” ratował przed „cofaniem się w rozwoju”. W tej sprawie polecam Gildera
yle="font-st
yle="margin-bottom: 0cm; font-st
Musi istnieć coś, jakaś organizacja narzucająca, najlepiej za zgodą większości, pewne ograniczenia. Czy będzie to państwo, czy korporacja - nie ma znaczenia, ale bez tego nie posuniemy się naprzód, a cofniemy do kamienia łupanego. To już nawet nie libertarianizm, to konserwatyzm homo neandertalensis.
Ja może nie będę jakoś specjalnie „filozofował”. Zbyt szerokie i abstrakcyjne wywody powodują zazwyczaj rozmijanie się rozmówców. Ale zanim zacznę to muszę przyznać z przyjemnością, że Lucky Luke ma absolutna rację we wszystkich 10 punktach. Trzeba czytać bblogi i pisać własne, wymieniać się wiedzą i lekturami, to bardzo rozwijające. Ponieważ marlowe, napisałeś, żeś otwarty na polemikę to pozwolę sobie, przynjamniej z częścią twoich argumentów... „poradzić”:)?
yle="">"Wydaje mi się, że wizja zaniku rządu jest realna, ale... Po pierwsze, to jeszcze setki lat ewolucji społeczeństw; po drugie; jakoś nie mogę sobie wyobrazić kto tworzyłby prawo w takiej sytuacji (na przykład prawo); po trzecie, wizja owa graniczy z utopią, o ile nią nie jest, gdyż zakłada, że edukacja społeczeństw, zdolność do samoorganizacji ludzi zlikwiduje jednostki żerujące na innych; że wszyscy będą światli i dobrzy z nakazu rozumu (założenie błędne o czym świadczy upadek komunizmu);
Znam na dziś dwie metody organizacji działania ludzi w ramach społeczeństwa, tak aby współpraca ich była pokojowa. Jedną z nich jest zarządzanie biurokratyczne, drugą zarządzanie nastawione na zysk.
Brzmi sucho... lepszy będzie milion przykładów, wystarczy sie rozejrzeć. Podam dwa, jeden drobny i jeden przerażający yle="font-st
Marlow, dlaczego, rząd musi mieć monopol w kwestii emerytur? Czemu miesza sie do relacji biznesowych w gospodarce? Aby mnie (zdziecinniałego idiotę) chronić przed moimi kontrahentami? Żeby konsumenci dziecinnieli i nie analizowali transakcji, których dokonują? Co do komunizmu... jego permanentną cechą jest odbieranie ludziom odpowiedzialności za ich życie. Jego córa, socjalizm ubrała to w mniej zgrzebne szaty i czyni to dalej. Co do prawa, twoim zdaniem państwowy wymiar sprawiedliwość jest ok? Panuje przekonanie, że wolny rynek to pojecie dotyczące tylko jajek, samochodów, czy gaci. Tymczasem jakby pójść dalej, ubezpieczenia, leczenie, psychoterapie, usługi adwokackie... im więcej wolnego rynku tym wyższy poziom usługi. Jeśli chcesz przeczytać jak może wyglądać wymiar sprawiedliwości oparty na dbałości o swoją markę ( tak, tak! markę określonego sądu) to napisz do mnie na gubon@poczta.onet.pl. Więcej o tym w innym moim bblogu. Lucky Luke, Aniu, cojest, prześlijcie mi swoje adresy również i pozwólcie mi sprawić sobie przyjemność przesłania Wam Tannehilowego mikołaja. (Maćku, prawda, że warto wzbogacić sie o tą koncepcję?)
Skończę może na tym, że „na dziś„ bardziej czuję sie leseferystą, ale „etykietki” niosą ryzyko zagubienia sie w morzu koncepcji, również utopijnych. Lessez faire w wolnym tłumaczeniu znaczy „żyj i pozwól żyć” i tak na prawdę sprowadza się do przyjęcia jednego podstawowego założenia ale mającego bardzo dalekosiężne skutki. Oto one za Tannehilami:
Żaden człowiek ani zespół ludzi – w tym również grupa nazywająca siebie „rządem” - nie ma moralnego prawa prawa do zainicjowania przemocy (tzn. nie ma prawa użyć początkowej siły fizycznej, zainicjować przemocy, zainicjować użycia siły, uciec się do przemocy nie będąc sprowokowanym, użyć siły jako pierwszym), ani do grożenia jej użyciem, a także działań pokrewnych użyciu siły (takich jak oszustwo, podstęp) przeciwko innemu człowiekowi lub grupie ludzi
spadam pakować prezenty :), pozdrawiam
Klastropolis, wyważony i spokojny ton twojego tekstu, zadziałał na mnie. Uzmysławiam sobie, że też mam przeczucie jakiś nadchodzących zmian w naszej społecznej "gmatwaninie". Przeczucie, że ludzie już przeszli ten pierwszy Schopenhauerowski etap agresji na zmiany. Pozornie pogrążamy się w coraz bardziej cuchnącym bagnie, ale chyba pozornie. Właściwie powinniśmy tak na prawdę zaprzestać krytyki, obnażania całego absurdu polityki. Szybciej się sami wykończą. Coraz więcej ludzi to zauważa i może lepiej, żebyśmy polityków nie uświadamiali? Może ich nawet wspierajmy pisząc listy pochwalne do np. wicepremiera? (żartowałem z tymi listami). Mam wrażenie, że wybory za ok. 7 lat przyniosą ten przełom. Może będą już jednomandatowe okręgi? Może po kryzysie jaki przewiduję w miedzyczasie, przejrzy na oczy kolejna grupa Polaków. Chociaż nie widzę już roli dla UPR. Spełniła ogromną rolę w rozbudzeniu zdrowego ekonomicznego myślenia, ale chyba zapłaci wysoki koszt przejmując na siebie odium „nie normalnych” dla „ normalnych”. Klastropolis, masz pomysł na teraz, na pierwszą mała rewolucję? Maciek, Lucky Luke, Aniu, Szymonie, może Wy?
Przy okazji pozdrawiam i życzę wolnych świąt. Przecież każdy libertarianin, leseferysta ( jakby się nie zwać) jest i tak prawdziwie wolny... nawet od iluzji :)
Panie Januszu, generalnie podpisuje się pod Pana pytaniem i monitem aby Pani Wasilewska wyjaśniła swój niepokój o inflację. Wyszłoby pewnie szydło z worka. Pomyślałem jednak aby się z Panem podzielić moimi przemyśleniami w tej sprawie. Nie wiem jaka szkoła ekonomiczna jest Panu bliska i nie wiem jakie przyczyny inflacji Pan uznaje. Ja oprócz mniej istotnych, (np. częstotliwość wypłat gotówkowych czy konsumenckie oczekiwania deflacyjne lub inflacyjne) znam jeden banalny powód inflacji. Jest to sztuczne zwiększanie podaży pieniądza w gospodarce. Model Anioła Gabriela już opisywałem. Ważną konstatacją jest też fakt, że nie ma żadnych powodów aby zajmować się M3 i trzeba ją zostawić samą sobie, dodrukować należy jedynie zniszczone banknoty. Podejrzewam, że przyczyną obaw Pani Wasilewskiej i prof. Balcerowicza są bardzo proste liczby. Podaż pieniądza w od stycznia 2003 do listopada 2006 wzrosła o (uwaga!) 147 miliardów. To są dane NPB, któremu nie tak do końca ufam ( może jest jeszcze gorzej?). Dla porównania podam, że całe M3 wynosiło właśnie tyle w kwietniu 1997 r. Powtarzam, nie ma żadnego powodu, żeby zwiększać ilość pieniądza w gospodarce. Jest to szkodliwe dla wszystkich oprócz tych, którzy te „świeżynki” dostają pierwsi. (rząd! żeby było jasne, no i banki...). Generalnie jest to główny powód inflacji. Tymczasem pompowanie się nie kończy, tempo w 2006 jest ponad 20% większe niż 2005 ( w całym 2005 przybyło 44 mld a w 2006 na koniec listopada było już 58 mld). Myślę Panie Januszu, że oni zdają sobie sprawę z konsekwencji tych faktów tylko jak mieli by to otwarcie powiedzieć?
Parafrazując Panią Wasilewską: Papiery!, Papiery śmiertelnie groźne dla gospodarki...
P.S. Pisząc papiery, mam na myśli również całą gamę tzw. instrumentów pochodnych, dzięki którym nikt już nie umie policzyć M!
Sprawiły mi niekłamaną przyjemność twoje słowa, dziękuję i pozdrawiam. Dziękuję również za energię jaką złapałem, traktuje to jako prezent pod choinkę. Co do energii to natchnąłeś mnie do pójścia dalej w rozumowaniu. Politycy jak obaj wspomnieliśmy, wydają nasze pieniądze w sposób zatrważająco niekompetentny. Jeśli przyjąć, że podatki to ok. 2/3 naszych pieniędzy a pieniądze to nasza energia czyli nasze życie (o ile wiem, życie jest jedno i ograniczone) to oznacza, że politycy dają sobie prawo do zadysponowania częścią naszego życia. Jak wielką? Ponieważ pieniądze mają wymierny wpływ na pozostałe sfery życia, jakość, ilość czy przyjemność to zaryzykuje stwierdzenie, że przynajmniej połowa naszej życiowej energii to ta związana z pieniędzmi. Odebrane podatkowym przymusem pieniądze uniemożliwiają studia na lepszej uczelni, lub nie zostaną zainwestowane w swój biznes i ktoś do majątku dojdzie 10 lat później.( czy osiągnięcie bezpieczeństwa finansowego w wieku 50 lat zamiast 30-tu jest bez znaczenia? Jaką opcje wolicie? Stawiam proste pytanie: na podstawie jakiego prawa, przekonania, jakiego ustępu w konstytucji, część obywateli ma prawo odbierać fragment życia innym obywatelom? Czy nie czas na nową konstytucję?
Czy wiecie po co urzędnicy płacą podatki? To trochę tak jakby w fabryce, pierwszego wypłacić 5000 pensji tysiącu zatrudnionym a pod koniec miesiąca zatrudniać ponownie służby rachunkowe do ściągnięcia 3000,-zł . Na dodatek ludzie zamiast pracować czy odpoczywać muszą zajmować się rozpracowywaniem odpowiednich druków. Jeśli budżet zgarnia od przedsiębiorców i ich pracowników załóżmy 50 mld i wypłaca je swoim pracownikom, to po co zabiera potem 30mld? Czy nie lepiej, żeby dostali netto 20 mld. Z 2 miliardy kosztów tej operacji zostanie na jakiś zbożniejszy cel...
Po pierwsze uznałem, że lepszy będzie nowy tytuł. Poprzedni był może „chwytny”, ale w jakimś sensie niepotrzebnie prowokujący i osądzający. So...
Aniu i Maćku
...zawsze znajdą się osoby, którym nie uda się "rozkręcić interesu". I są za mało sprytne, że wymyślić coś, czego jeszcze nikt nie wymyślił. Pozostaje praca u bardziej pomysłowych pobratymców: tylko ilu myśliwych zechcą oni zatrudnić i na jakich zasadach (myślę tutaj o pracodawcach i czymś w rodzaju przeludnienia w
skali świata, a nie konkretnego państwa, żeby uniknąć pokusy rozmowy o stanie i sposobie funkcjonowania konkretnej gospodarki)?
Aniu, chyba zawsze będzie taki podział na pracodawców i pracobiorców, dla mnie ważne jest żeby zobaczyć, że im bardziej „ciśniemy” pracodawców tym mniej jest pracy. Im więcej wolności damy kapitalistom tym większy będzie rynek pracy i bardziej zamożni pracobiorcy. Jestem przekonany, że na wolnym rynku to pracodawca szuka pracownika i że jest to dobro tak samo ograniczone jak inne. Choć jak Maciek słusznie wskazuje, ta ograniczoność to wymagałaby wyjaśnienia bo dziwnie jakaś jest... nieograniczona.
Podajesz przykład maszyn do pisania i fotografii natychmiastowej - jednak siła tych wynalazków nie polegała na wykorzystaniu zasobów czy surowców, a na pomyśle. Tak samo jak ich następców: komputera i fotografii cyfrowej. A i te pomysły za czas jakiś zapewne "wyginą" zastąpione lepszymi. Zresztą urządzenia elektroniczne są produkowane w Azji Pd-Wsch, czyli tam gdzie są zasoby taniej siły roboczej.
Siła tych wynalazków tkwi na wykorzystaniu surowców, ale w sposób bardziej wyrafinowany, jeden kilogram stali w maszynie do pisania kosztował wiele razy więcej niż sama stal. Mój notebook zbudowany jest z różnych surowców, ważąc mniej niż 2 kg daje ciekawy przelicznik, jakieś 2 tys zł za 1 kg umownego surowca notebookowego. Podam Ci przykład z dziedziny na której się dobrze znam. Na pewno siedzisz przy oknie, prawda? Spójrz na nie i zgadnij ile mniej więcej firm brało udział w powstaniu tego jednego okienka... Zgadłabyś, że ok 80? Wiesz, że w oknie jest "sito molekularne"?Aha, nie liczę nafciarzy wydobywających ropę potrzebną do zrobienia polichlorkuwinylu (jeśli to okno PVC.) Ile to pracy dzięki nowym niszom i produktom, co? :) Onegdaj ludzie okna zasłaniali zwierzęcymi jelitami...
Ale taka mi prowokacyjna myśl przychodzi do głowy: a co jeżeli ktoś na swojej ziemi ma coś unikalnego, np. niepowtarzalną jaskinię - czy nie jest wtedy monopolistą? A patenty - czy nie powstały po to, aby chronić prywatny pomysł? Własność intelektualną?
To bilety będzie sprzedawał i to tak tanio jak to możliwe (bo inaczej nikt nie kupi) i da pracę paru osobom i zainwestuje zyski albo w biznes albo swoja konsumpcją napędzi innym kapitalistom trochę kapitału. Co do patentów to nie mam tego tematu dobrze przepracowanego i coś mi w nim „śmierdzi” może ktoś to lepiej „ogarnia”?
"Zagarnianie zasobów" – hm... chyba bardziej chodziło mi o tworzenie holdingów i dużych koncernów, które wspólnymi siłami mogą opanować rynek i wykorzystując skalę swojej produkcji ustalić tak niskie ceny, że nikomu nie będzie opłacało się na ten rynek wchodzić.
A tu dotknęłaś mój ulubiony temat Microsoftu. Ja jestem przerażony niekompetencja polityków ścigających giganta z Redmond. Bo my tu możemy sie „gubić” ale biurokratyczne działania naprawdę szkodzą wszystkim. Zwróć uwagę na to co sama napisałaś. mogą... ustalić tak niskie ceny, że nikomu nie będzie opłacało się na ten rynek wchodzić. Aniu, przecież na świecie jest morze kapitału i nie dlatego Gates jest wciąż niepokonany, bo nikogo nie stać na walkę z nim. Zwykłą ignorancją ekonomicznych prawideł jest twierdzenie, że Microsoft nie ma konkurencji. Gdyby jej nie miał to mógłby sprzedawać windows za 3000,-zł a nie za 280 zł. Jednak jeśli cena byłaby wystarczająco wysoka lub jakość kiepska to oj...
A tak przy okazji się zastanawiam: czy liczba nisz rynkowych jest nieograniczona? Czy to, że coraz trudniej jakąś znaleźć znaczy, że nie?
Ja jestem spokojny, ilość nisz wzrasta w tempie geometrycznym i nawet Maćkowa granica wszechświata jest tylko naszą iluzją ludzi postśredniowiecza hihihi
Dalsza część polemiki w sprawie „Paradygmatów ubóstwa”
Dzięki Aniu za twoje przemyślenia, przy okazji mogę sobie co nieco poukładać we własnej głowie, wchodząc w tak miłą polemikę.Napisałaś:
A ja sobie myślę, że źródła ubóstwa to (uogólniając): ograniczone zasoby+ władza nad nimi + mniemanie, że trzeba mieć najwięcej jak się da (nawet jak to nie jest potrzebne) + "w kółko Macieju" (mam nadzieję, że Dudek się nie obrazi, że go tak często wzywamy do pomocy). Tzn. załóżmy, że jesteśmy w społeczeństwie pierwotnym: ubogi jest ten, kto ma mniej skór (upolował mniej niedźwiedzi, bo ich zasób jest ograniczony i nie każdy może mieć tyle skór ile by chciał).
Po pierwsze, jeśli upolował mniej to nie dlatego, że zasób jest ograniczony, tylko był mniej sprawny. Ja np. słabiutko śpiewam i właściwie żadnej skóry na tym rynku nie upoluję. To prawda, że niedźwiedzi jest skończona ilość, ale dlaczego upierać się przy niedźwiedziach czy śpiewaniu jeśli jestem w tym kiepski? Pamiętasz Aniu maszyny do pisania? Osiągnęły one swojego czasu bardzo wysoki poziom zaawansowania. Były firmy, które były „władcami” tego rynku, podobnie jak polaroid był „panem” fotografii natychmiastowej... No i co się stało z władcami? Ale oni byli przedsiębiorcami bez aparatu przymusu państwa i na szczęście mogli wyginąć
Kto ma więcej skór, jest uważany za ważniejszego i staje się np. wodzem i znowu jest ważniejszy i dostaje skóry w prezencie i znowu jest bogatszy i ważniejszy (a może by tak jeszcze wprowadzić w którymś momencie monopol na zabijanie niedźwiedzi?).... a jego rodzina po latach jest właścicielem np. koncernu mięsnego.
Rzecz w tym, że kapitalista, który zbił fortunę na skórach ma jedynie kapitał i swoją markę, na wolnym rynku straci ją szybko jeśli sprzeniewierzy się zasadzie służenia swoim klientom, jeśli zacznie ich lekceważyć czy oszukiwać. On nie ma władzy, to on jest we władaniu kaprysów klientów. Natomiast patologie zaczynają się jeśli wmiesza się w tą relację urzędnik czyli Państwo. Zacznie reglamentować, certyfikować, dotować (zabierać innym aby dać innym) albo przydzielać koncesję (np. tylko 5 myśliwych może zajmować się niedźwiedziami i telefonią komórkową). To państwo w tej czy innej postaci handluje władzą a walutą jest przymus ustawodawczy. Sama piszesz o ewentualnym monopolu na zabijanie niedźwiedzi. Monopoli nie wprowadzają przedsiębiorcy, monopole powstają w wyniku ingerencji urzędniczej. W ten sposób przedsiębiorczość jest deprawowana bo stara się o monopol, przywileje i nie musi zabiegać o uznanie klienta.
Z kolei zagarnianie jak najwięcej zasobów dla siebie powoduje, że osoby które mogłyby te zasoby wykorzystać, nie mogą tego zrobić i muszą się obejść smaczkiem kombinować co tu zrobić - jedni poszukają innych zasobów; a większość będzie narzekać i prosić o pomoc.
Zastanawiam się nad jakąś puentą i wychodzi mi na razie, że utwierdzam się w moich poglądach, z przyjemnością przeczytam twój komentarz do moich kontrargumentów.
Do mojej pierwszej propozycji "paradygmatów ubóstwa" ustosunkował się na razie kronos. Mimo mojej odpowiedzi w komentarzu, postanowiłem wyciągnąć naszą polemikę na światło bloga. Dlaczego? W puencie...
Komentarz kronosa:
To bełkot pijanego, nad głupotą narkomana.
Pomijając nawet, to że dokonano totalnej grabieży majątku narodowego, to przyczyna tkwi zupełnie gdzie indziej. Ubóstwo tkwi w tym, że ludzie nie mogą otrzymać kredytu by móc uruchomić działalność gospodarczą. Dostępność i przystępność kredytu spowodowała by bum gospodarczy, bo powstało by tysiące zakładów, które by płaciły podatki i zatrudniały jednocześnie
bezrobotnych. A zatem, duże wpływy z podatków, spadek wypłacanych zasiłków, większe wpływy do zusu i lepsza kondycja fizyczna obywateli. Ponadto z większymi wpływami z tytułu podatków dało by szansę na obniżenie podatku a tak, to będziemy tylko słuchać, że trzeba obniżyć podatki, ale niestety państwa na to nie stać, bo mamy za małe wpływy. No i tak pętla się zamyka a niemożność ciągle rośnie, bo za małe wpływy i tak w kółko Macieju!
Po pierwsze trochę nie rozumiem twojej przebijającej się w epitetach złości, ale w porządku :). Nie pokazałeś słabości mojego rozumowania natomiast proponujesz inną przyczynę ubóstwa. Zastanówmy się nad dostępnością kredytu, choć ja to mylące słowo zamieniłbym na KAPITAŁ. Bo jeśli proponujesz ów KAPITAŁ wydrukować rękoma urzędników to odsyłam Cię do krótkiego wyjaśnienia grozy tego pomysłu tutaj. Jeśli dalej to dla Ciebie „bełkot” to nasza dyskusja nie ma chyba sensu i odmienność poglądów oddala dogadanie się. Aby KAPITAŁ był dostępny tym bardziej potrzeba uwalniać tych, którzy mają kapitalistyczny witalizm w sobie i potrafią wytwarzać potrzebne konsumentom dobra i kumulować KAPITAŁ (czyt. nagrodę za kapitalistyczny talent). Im mniej skrępowana jest gospodarka tym więcej jest funduszy inwestycyjnych, prywatnych inwestorów i większa jest dostępność do KAPITAŁU dla każdego, kto ma jakiś pomysł na biznes. Ci z kapitalistycznym talentem raz, że potrafią zrobić biznes, dwa, że potrafią rozpoznać komu pożyczyć. Natomiast zabranie właśnie im tej nadwyżki inwestycyjnej przez urzędników (z definicji słabo utalentowanych biznesowo) to ogromne marnowanie pieniędzy (w nomenklaturze ekonomicznej jest to tzw. alokacja). Ten sam Gilder, pisze coś, co na początku mnie zaskoczyło; że
tragedią nie jest sama alokacja środków, lecz zabijanie tego kapitalistycznego witalizmu, wyszydzanie bogactwa i ambicji jego osiągania. Ludzie się zniechęcają, tracą odwagę i wyglądają za pomocą od... urzędników czyli Państwa. Co do „w kółko Macieju” to się zgodzę. Dopóki Państwo nie przestanie wydawać pieniędzy, których nie ma, dopóty będzie w deficycie, sam
spróbuj to zrobić. Dlaczego Ci sami urzędnicy ustalający wydatki nie mogą tych wydatków wykreślić? To rzeczywiście brzmi jak „bełkot pijanego” a przynajmniej nieroztropnego finansowo: "nie możemy obniżyć podatków bo już je wydaliśmy", parafrazując: "nie mogę przestać wydawać
więcej niż zarabiam bo już zaplanowałem wydatki większe od dochodu..."
teraz puenta:
kronosie, napisałeś:
...że trzeba obniżyć podatki, ale niestety państwa na to nie stać, bo mamy za małe wpływy.
Ja przetłumaczę to tak jak rozumiem:
...muszę zmniejszyć wydatki, ale niestety mnie na to nie stać, bo za mało zarabiam...
Jałowa dysputa profesora Hausnera naprowadziła mnie na rozmyślania o tym, jak wyrwać się z zaklętego kręgu biurokracji i ubóstwa. Używamy tylu argumentów, demaskujemy paradoksy i absurdy. Tymczasem cały ten gąszcz autodestrukcyjnego społecznego zagubienia chyba nie wart jest specjalnych analiz. Trzeba spojrzeć na korzenie, z których wyrastają mity na pograniczu ekonomii i socjologii. Sądzę, że to są najwyżej 3 ogólne „powszechne mniemania”. Wykarczowanie ich załatwi całą „koronę” absurdu. Proponuję wspólną pracę nad „paradygmatami ubóstwa”.
Jako pierwszy proponuję za Gilderem:
Przyczyną ubóstwa jest powszechne mniemanie, że przyczyną ubóstwa jest bogactwo (innych).
Większości się wydaje, że bogaci bogacą się ich kosztem, że „wyrównywanie” czyli wysokie podatki są sprawiedliwe. To taki korzeń ekonomiczny i zmiana tego mitu zamieniłaby się w akceptację bogactwa i świadomość, że im więcej i im większe bogactwo tym łatwiej o zamożność innych.
Co do korzeni państwowości i biurokracji przydałoby sie coś wyłapać...
Niech Pan sobie wyobrazi krzywy dom, w którym nie ma jednego prostego kąta, cały skrzypi i ledwo stoi. Pan stojąc przy oknie, dziwolągu, wykonanym w części z profili PVC, w część z drewna, nie widzi całej tej chorej budowli i zastanawia się w przeuroczy profesorski sposób nad nowymi kolorami; różowy czy zielony? Polemizuje Pan, z gracją 7 letniej dziewczynki na szkolnym przedstawieniu, z fioletowymi majstrami (ministrami)... Tymczasem tylko, tylko fiolet pasuje Panie psorze.
Napisał Pan tak:
Propozycje te oznaczają, że opowiadam się za utrzymaniem KRUS oraz wykluczam aktualnie możliwość jego samofinansowania. Uznaję natomiast za możliwe znaczące ograniczenie jego subsydiowania. Także w następstwie uporządkowania i sanacji systemu oraz eliminacji nadużyć.
Pozwolę sobie na lekką parafrazę:
Propozycje te oznaczają, że opowiadam się za utrzymaniem tego „dzieła” oraz wykluczam aktualnie możliwość wypier... majstra bo jego nos wskazuje na głębokie upośledzenie (w socjalizmie dbamy o te warstwy społeczne najbardziej). Uznaję natomiast za możliwe znaczące ograniczenie subsydiowania mu denaturatu. Także w następstwie uporządkowania i sanacji całej budowli oraz eliminacji niedoróbek.
Wie Pan co... w komunie też niektórzy gadali, że prawdy się nie mówi... i czasami mieli rację, ale w przeciwieństwie do nich, Panu nie grozi wiezienie czy prześladowania. Czego się Pan boi Panie psorze, wykluczenia z fioletowego towarzystwa?
P.S. Odpowiedzi się nie spodziewam, choć żywię nadzieję, że coś w Panu poruszę... pozdrawiamDobry polityk to taki, któremu przedsiębiorca powierzyłby firmę. Znacie takich? Ja tylko jednego, ale nie żyje, a jego imię nosi najnowocześniejszy lotniskowiec świata. Piję tu do spostrzeżenia o dwóch typach mentalności - Pracodawcy i pracobiorcy. Gdyby tak się przyjrzeć, to wśród polityków decydentów nie znajdziemy chyba przedsiębiorców. Jednak problem polega nie na tym, że jakaś część społeczeństwa nie jest reprezentowana, ale na tym, że są to...dawcy. Czy może być bardziej banalna konstatacja, że jak biorcy nie dbają o dawców to wcześniej czy później uschną... Pszoniak w legendarnym kabarecie Pod Egidą, nabijał się z PRL-wskich polityków, że pasożyty to mają w przeciwieństwie do nich rozum... bo dbają o organizm na którym pasożytują. Tia... czujemy się zadbani, co Panowie lumpenliberałowie?
Ponieważ rozstałem się z profesor Gilowską, nie przeżywam już tak bardzo jej „występów”, ale dziś jak przeczytałem jej słowa, że podatki w 2007 będą niższe to już mi się wstyd zrobiło i za nią kłamczuszkę i za nas sierotki bezwolne...
Tak Pani Profesor, zasługuje Pani najwyżej na drewnianą tratwę bojową...
Jako mężczyzna dumny jestem z siebie, że wielowiekowe, wręcz atawistyczne męskie „poczucie przewagi” z siebie konsekwentnie „wyrywam”. W końcu z mlekiem matki je wypiłem a dzieciństwo rzeźbi późniejszego dorosłego i nie jest łatwo. Pewnie równie trudno jest współuzależnionym kobietom wyrywać się brutalnym mężom i konkubentom. Sądzę, że Partia kobiet to pomysł dobry i może spełnić ważną misję edukacyjną, ale dla obu stron. Popieram i chętnie wesprę choć uczciwie mówię, że na razie widzę w tym wiele niedojrzałości i niestety socjalistyczno-państwowych zapędów. Ale dojrzałość przyjdzie, jeśli nawet ten ruch miałby się spalić we własnym ogniu, to następny nie będzie tak agresywny przez co bardziej skuteczny w walce o swe interesy. Jednak na dziś, wolałbym rządy kobiet niż facetów z bardzo ważnych dwóch powodów
1. EMPATIA - Nasi siermiężni politycy to prawdziwe kłody drewna, a subtelnością dorównują sowieckim modelom T-34. Na argumenty potrafią zdecydować tylko czy... normalny pocisk czy podkalibrowy.
2. UMIEJĘTNOŚĆ SŁUCHANIA - Przyznajmy się Panowie, ilu z nas pracuje nad tym co zanikło całkowicie w sejmie? Myślę, że nie ma co się obawiać kobiet u steru, są zbyt wrażliwe, żeby krzywdzić ludzi a przecież o nic więcej nie chodzi...
No i jest nadzieja, że może coś się zmieni w sprawie ostatniej rzeczywiście dyskryminowanej mniejszości... DZIECI
Cóż ja poradzę, że wyobraźnię mam czasami za szybką. Zanim się zorientowałem, zdążyłem już zobaczyć słodkie ciało posła Łyżwińskiego „pokrywające” niewinną. Łeeeech.... doznałem wstrząsu. Jak można mówić o takich rzeczach, pokazywać aktora i nie uprzedzić, że wywołane wyobrażenia mogą obfitować w sceny drastyczne i niebezpieczne dla psychiki nawet dorosłych. Tak na marginesie, ta cała sex afera spowodowała, że przyjrzałem się posłom od strony ich walorów estetycznych. Wręcz zastanawiająca jest ich „uroda”, żeby nie powiedzieć sexapeal. Czy w tym nie kryje sie jakaś tajemnica? Czy czasem te „gwiazdy” nie wiedzą o polityce czegoś co nam niedostępne? Może to niespełnieni aktorzy, beztalencia uzależnione od reflektorów a cała ta polityka to tylko przykrywka...
Czas to iluzja, która odwodzi nas od decyzji. Jedyna rzecz, która powstrzymuje nas od życia to... lęk. Po 90-tce będzie za późno na wszystko co wciąż się w nas tli. Nasz dzień to setki lęków. Przed szefem, pracownikami, żoną, policjantem, dzieckiem, krytyką, porażką, chorobą, sukcesem. Przed dużą prędkością i niską prędkością. Ale to wszystko pochodne dwóch głównych lęków jakie mamy. Lęku przed śmiercią i lęku przed... życiem. I tak na jedno wychodzi... nie żyjemy w pełni. Wypieramy to i szukamy intelektualnych uzasadnień, wewnętrznie się manipulujemy, a przy okazji, zdajemy się na naszych władców regulujących zasady życia. Przed snem kładąc się do łóżka ulegamy ostatniej iluzji... lękowi. Dobranoc :)
Waszego szacunku dla mnie, dla tego krnąbrnego i pozbawionego instynktu społecznego obywatela, doświadczam codziennie na każdym kroku i taki byłem niewdzięczny bo nie widziałem Waszego poczucia sprawiedliwości. Postanowiłem docenić Wasze starania dziś, kiedy zauważyłem kolejny dowód mojej ważności dla Was... na fakturze za paliwo. Wiedziałem wcześniej, że do ceny hurtowej litra benzyny doliczacie akcyzę w wys. 1.36,-zł (wiem, dla mojego dobra), ale nie zwróciłem nigdy uwagi na Waszą wyrafinowaną mądrość. Naliczacie jeszcze do tego VAT, czyli na każdym litrze Polak płaci 30 gr. podatku VAT od podatku akcyzowego. Czyli jak podniesiecie za chwile akcyzę to wzrosną Wam wpływy również z VAT-u!. Qrcze! Oddam Wam chętnie moją firmę do zarządzania. Nie chcecie?! A... firma nie może stosować przymusu?... rozumiem...
Jeśli kupisz jedno mleko płacisz cenę detaliczną, jeśli paletę to oczywiście hurtową, jeśli kontener to już zupełnie inny świat. Te oczywiste prawidła ekonomiczne politycy odwrócili do góry nogami. A może tak powrócić do rozsądku i zrobić progresywną stawkę podatkową... odwrotnie?!
Niech podatek wyniesie 20%, ale po przekroczeniu pewnej kwoty niech konsekwentnie spada! Im więcej płacisz do budżetu, tym niższy podatek. Efekt? Każdy będzie starał się uzyskać jak największy dochód i zamiast w szarą strefę uciekał będzie w... złotą? Podejrzewam, że opłacalne to będzie zwłaszcza dla Państwa. Czy ktoś wie jak podrzucić ten pomysł „wierchuszce”?
„W każdym społeczeństwie tylko niewielka mniejszość – być może jeden do dwóch procent – twórczo myśli. Nieco większy procent działa jako pas transmisyjny, przekazując idee myślicieli pozostałej części społeczeństwa. Ogromna większość ludzi po prostu wchłania idee z otoczenia kulturowego, w jakim się znajduje przejmując bezkrytycznie i bezmyślnie słowa autorytetów...”
Chyba nikt nie zaprzeczy, że ludzie w ogromnej większości, myślą to co mówi główny nurt mediów. Wystarczy, że autorytety tego nurtu pojmą i dostrzegą chory i siłowy charakter współczesnych państw.
Ja czuję się obywatelem TRANSMISYJNEGO PASA i obserwuję, jak powolutku się „budzi”. Nie wiem czy dożyję społeczeństwa prawdziwie leseferystycznego, ale głęboko wierzę, że nadejdzie.
P.S. Mam takie małe „skrzywienie”, kupuję co jakiś czas 10 egzemplarzy „Rynku i wolności” i jak spotykam kogoś zdradzającego wolnościowe inklinacje, to mu ją podarowuję. Postanowiłem skierować jeden egzemplarz Tannehillów Maćkowi Dudkowi (Maćku, napisz do mnie proszę), prześlę też po egzemplarzu (na mój koszt) dwóm zainteresowanym osobom, które napiszą do mnie maila na gubon@poczta.onet.pl
qrcze... oszołom jakiś czy co? :)
I ja dorzucę cegiełkę do pojęcia wolności. Niech kryterium będzie... „prawo do odmówienia”. Brzmi to tak:
„Masz prawo budować swoje życie jak tylko sobie wymyślisz, masz prawo oczekiwać też od innych pomocy, współpracy czy rzeczy materialnych, ale jeśli twoje działania wkraczają na czyjeś granice, czyjąś integralność czy bezpieczeństwo to: POPROŚ I DAJ UCZCIWIE PRAWO DO ODMÓWIENIA”.
Uczciwie, czyli bez podtekstów, ukrytych haków i opóźnionych konsekwencji. To wystarczy, to jest podejście człowieka wolnego i dającego wolność innym.
Jeśli uważasz, że podatki powinny wynosić 95%, jeśli uważasz, że jest za mało czy za dużo drzew w stosunku do rzepaku, to po prostu przekonaj o tym innych. Zainwestuj swoje! pieniądze, pisz, przemawiaj, wiecuj, ale daj prawo do odmówienia tym, których nie interesuje los wróbli paskowanych. I nie atakuj ich za głupotę, antypaństwowość, konserwatyzm czy inną płeć. Szanuj ich odmowę, nie przekonałeś ich po prostu.
Przetestujcie to prawo, ja robię to często i zawsze się sprawdza. Trzeba tylko nauczyć się odfiltrowywać intelektualne próby podważenia tej zasady. Np. „poproś mnie żebym jeździł prawą stroną i daj mi prawo do odmówienia (jeszcze zazwyczaj pojawia się hihihihi). Tymczasem jeśli się temu przyjrzeć bliżej, to tak naprawdę ta prośba brzmi tak: daj mi prawo do narażenia twojego życia dla mojego widzimisię intelektualnego i nie liczę się z twoją odmową.
A podatki? Qrcze wystarczy, że wszyscy odmówimy przez miesiąc, dwa... Jednak podatki to przemocą egzekwowany przymus, ale jak napisał Maciek Dudek, dla serwisty kajdany to bransoletki, a podatki to wdzięczność ze udzielenie zgody za możliwość życia.
Jest Pani moim największym rozczarowaniem ostatnich lat. Często słuchając Pani wypowiedzi z opozycyjnych ław, odnosiłem wrażenie, że liznęła Pani przedsiębiorczego chleba i wie co rozwija gospodarkę. Tymczasem okazuje się, że obiecując gruszki w przyszłości, równocześnie od stycznia 2007, tnie Pani ostatni skrawek wolności ludzi przedsiębiorczych czyli samozatrudnienie (qrcze, nawet mój openoffice podkreśla na czerwono to słowo, co za kraj...). Teraz już wiem, że jeśli nawet czytała Pani Misesa, Rothbarda, Gildera, Hultberga czy Salerno to tzw. „drugim umysłem”, już nie zdolnym do zmian i rozwoju, a szkoła austriacka jest dla Pani w ...Wiedniu. Niekompetencje ekonomiczną Kaczyńskich (przy nich to nawet Keynes ma w sobie urok) już dawno zauważyłem i tym ważniejsza była dla mnie Pani obecność u ich boku. Czułem, co prawda, już wcześniej niepokoje o błędność mojej oceny Pani, ale urocze „wrrrrróć” dodawało mi wiary. 01.01.2007 jest naszym dniem pożegnania Pani Zyto.
Jesteśmy wolni z perspektywy 13 wieku ale jakby spojrzeć na to z perspektywy 23 wieku... Dawny parobek akceptował fakt, że jego Pan mógł spędzić pierwszą noc z jego świeżo poślubioną żoną. Dziś wydaje się to szczytem zniewolenia. Ilu wieków trzeba abyśmy zobaczyli współczesne formy przemocy i zniewolenia? Czujecie się wolni? Nabyłem ostatnio nieruchomość i:
Czy mogłem nie pojechać, za moje pieniądze, wezwany do US z podejrzeniem zaniżenia wartości?
Czy mogłem nie wydać własnych pieniędzy na odbitki zdjęć, bo oni nie mogą wsadzać żadnych obcych nośników do komputerów?
Czy mogę nie rozumieć jakim prawem i kim jest ten ktoś kto nawet nie powie „proszę usiąść” i zadaje mi pytania, okazuje nieufność.
Czy mogę powiedzieć... WON!!!!! WARA!!!!!
Wiecie gdzie ostatecznie bym wylądował... w dziewiętnastowiecznym więzieniu
Jakoś niestety współgra ta sprawiedliwość z słowami Lepera z audycji wyborczej "wybieracie ludzi którzy będą wami rządzić” sic! Ja naiwnie myślałem, że będą nam służyć...bo im za to do cholery ciężkie pieniądze płacimy! Ot i sprawiedliwość... a jakie PRAWO!
I bezprawie może być skodyfikowane.
Stanisław Jerzy Lec
| 1 | 2 | | dalej |
Gubon